 |
|
Dywersyfikacja przychodów w sklepie internetowymSporo pisałem i mówiłem o dywersyfikacji sposobów promocji. Dzisiaj też o dywersyfikacji, ale tej związanej z przychodami.Fajnie byłoby gdyby sklep internetowy zarabiał nie tylko na marży (te jak wiemy są często mizerne), ale miał również dodatkowe źródła przychodów. Niektóre sklepy internetowe wstawiły już kilka lat temu na swoje stronę reklamę AdSense promując... zazwyczaj swoją konkurencję. Zawsze odradzam tego typu formę zarobkowania w e-sklepie, ale jako kontrargument często słyszałem, że "jakoś" trzeba zarabiać.Tradycyjne hipermarkety już dawno przyzwyczaiły producentów do tego, że ekspozycję towaru w atrakcyjnym miejscu trzeba zapłacić. Teraz czas na sklepy internetowe? Z ciekawą inicjatywą wyszła spółka Promoring, która niedawno uruchomiła usługę o nazwie ePOS (Point of Sale).Zaraz, zaraz... przecież Promoring to firma od... ringów. Wiele wskazuje na to, że pomysł z ringami, o którym wypowiadałem się dość sceptycznie nie wypalił. Rozgłos ucichł, sklepy nie były zadowolone z efektów, a spółkę trzeba za coś utrzymać. Stąd też, skądinąd ciekawy i innowacyjny, pomysły na usługę ePOS.Na czym to polega? Producenci/marki tacy jak np. Philips czy Pirelli mają płacić sklepom (i Promoringowi rzecz jasna) za to, że zechcą one prezentować w ważnych miejscach w sklepie reklamę danego producenta i jego produktów. Innymi słowy, coś co już się w pewien sposób dzieje (większość sklepów organizuje jakieś wewnętrzne promocje związane z różnymi markami) ma być teraz bardziej "uformalizowane" i dawać dodatkowe przychody. Producent płaci tym samym za lepszą ekspozycję swoich produktów i być może zwiększenie udziału sprzedaży w danym sklepie/sklepach.Z tego co wiem, już jedna akcja tego typu odbyła się. Dotyczyła firmy Philips, który promował jeden ze swoich produktów w kilku znanych sklepach internetowych z branży AGD/RTV.Sklep zarabia w modelu CPM (za 1000 odsłon) i jest to 8 zł. Mało to czy dużo? Raczej mizernie biorąc pod uwagę cennik dla producentów. Na czym zarabia Promoring? Głównie na tym, że pozyskuje producentów do kampanii. Może lepiej zatem sprzedawać reklamę na własną rękę? Równie dobrze sklep może rozwozić towar klientom i go produkować. Sklepy nie robią tego, bo muszą się skupić na swojej działce czyli sprzedaży i obsłudze klienta. Co więcej, Promoring korzystając z efektu skali (kilka lub więcej zrzeszonych sklepów) jest w stanie zaoferować producentowi kampanię o większym zasięgu (na podobnej zasadzie jak to, że sieci reklamowe są skuteczniejsze od pojedynczych reklamodawców), co jest dla producenta bardziej atrakcyjne.Bardzo jestem ciekaw jak przyjmie się ten pomysł. Moim zdaniem ma szansę zaistnieć głównie w wielomarkowych sklepach z branż, gdzie funkcjonują duże korporacje, czyli np. RTV/AGD, opony, perfumy, ale też np. książki, gdzie wydawcom może zależeć na promocji premier. W branży takiej jak moja, gdzie jest kilku kluczowych producentów/marek i mniej niż 100 produktów, to pewnie nie wypali, bo ci producenci i tak są już bardzo dobrze eksponowani. Czas pokaże, a niezbadane są budżety korporacji. ;-) Jakby nie patrzeć pomysł oceniam dużo, dużo lepiej niż ideę ringów.Aktualnie trwa werbowanie sklepów (spółka świetnie wykorzystuje w tym celu swoją bazę sklepów z Promoring). Oferta do sprawdzenia tu.Co o tym myślicie? |